Kolarski alfabet amatora

Kolarskie Mistrzostwa Polski za nami. Działo się w Sobótce w ostatnim tygodniu sporo, ale dla mnie najważniejszy był start w wyścigu amatorów. Teoretycznie przyjechało nas tam ponad trzystu. Ale tak serio, to było nas kilkunastu. Reszta to półzawodowcy, którzy wpadli po zwycięstwo. Dzieli nas przepaść, czyli jakieś 30 minut na trasie. Nie ma jednak co płakać. Trzeba się uczyć kolarskiego abecadła i próbować bić w przyszłości własne rekordy. Dla frajdy i przyjemności, bo dla medali, sławy i pieniędzy jest już niestety za późno…


Poniżej kolarski alfabet Armuły, czyli podsumowanie wyścigu w Sobótce w wielkim skrócie.

A – jak AMATORZY. W niedzielę w Sobótce było ich może kilkunastu…

B – Jak BODNAR Maciej. Zwyciężył w pięknym stylu czasówkę w Sobótce. Czterdziestokilometrową trasę pokonał w 49 minut. To tyle ile ja potrzebowałem, aby przejechać rundę 22 km.

C – Jak CCC. Moja ulubiona pomarańczowa grupa kolarska. Oby sponsor nie wycofał się z tego sportu po tym co zrobił R jak RUTKIEWICZ…

D – Jak DOMINIK Bukowski. Kolega z firmy, który był jednym z nielicznych amatorów na starcie w Sobótce. Przegrał ten wyścig taktycznie, bo za wszelką cenę starał się utrzymać tempo zawodowców przebranych za amatorów. Od miesiąca nie rozmawiamy o niczym innym niż start w Sobótce. I chyba tak pozostanie przez kolejny miesiąc, bo wrażenia ze startu są nieziemskie. Szacun za ambicję i walkę z najlepszymi przez pierwszą rundę i walkę z samym sobą na rundzie drugiej. 

E – Jak EWENEMENT, czyli Jerzy Podgórski z Łodzi. Ten człowiek nie miał rywali w swojej kategorii wiekowej. Rocznik 1937. Jak pisze o nim Łódzki Portal Rowerowy: Niespokojny duch i niezrównany sportowiec w jednym. Życzę sobie takiej formy w jego wieku…
Jerzy Podgórski z kolegami po jednym z kolarskich  zwycięstw
F – Jak FlowerMan, czyli Michał Kwiatkowski. Zwycięzca wyścigu ze startu wspólnego. Nadzieja polskiego kolarstwa. Jego wyczyny w tym sezonie oglądam na żywo albo przed telewizorem na stojąco.
Kwiatkowski na mecie w Sobótce. (Fot. Dominik Bukowski)
G – Jak GAŹDZIK Tomasz. Kolega z firmy, który na wyścigu pokazał wielką klasę. Dwa dni przed wyścigiem kupił kolarzówkę, dzień przed wyścigiem przebiegł 30 kilometrów, a w niedzielę pierwszy raz siedział na rowerze szosowym i wystartował w zawodach. Czapki z głów! Człowiek maszyna, który był na finiszu 5 minut przed amatorami. A na tak krótkim dystansie to już mała przepaść. Nadaję mu tytuł TYTANA SZOS I ZWYCIĘZCY PÓŁMARATONU WROCŁAWSKIEGO KTÓREGO NIE BYŁO :)

H – Jak HENRYK Charucki. Przykleić się do koła byłego zwycięzcy Tour de Pologne na kilkanaście kilometrów, to dobra lekcja kolarstwa. Znalazł  w niedzielę swoje miejsce w Alei Gwiazd Kolarstwa w Sobótce. Zasłużenie. Gratulacje.
Charucki w Alei Kolarskich Gwiazd
I – Jak ILE jeszcze do mety? – najczęściej powtarzane przeze mnie w myślach pytanie w niedzielny poranek…

J – Jak JA tu jeszcze wrócę. Przyjazd na trening do Sobótki to w sumie 107 kilometrów spod domu. To musi stać się regularnym treningiem. Oby za rok Sobótka znów zaprosiła amatorów na trasę.

K – Jak KIBICE. Stworzyli amatorom wielką niespodziankę w kilku miasteczkach fanów. Przede wszystkim na Przełęczy Tąpadła. Przez chwilę poczuliśmy się jak zawodowcy :)

L – Jak LEKCJA od Ryszarda Szurkowskiego. Dojazd do Sobótki: 40 minut. Wpisowe na wyścig: 50 złotych. Lekcja techniki zjazdowej z Przełęczy Tąpadła od legendy polskiego kolarstwa: bezcenne…

M – Jak MARIUSZ Sieradz, kolega ze studenckiej ławy. Kolejny prawdziwy amator w wyścigu, który przegrał ze skurczem nogi, a i tak na rowerze górskim potrafił przyjechać w kontakcie z pozostałymi prawdziwymi amatorami. Pierwszy wyścig kolarski w życiu za nim. Już zapowiada start w przyszłorocznym Tour de Pologne Amatorów, a w lipcu czasówka w Wilkszynie, czyli Śniadanie Mistrzów. Przełkniemy je razem.
Armuła&Sieradz.


N – Jak NIC mnie nie powstrzyma przed kolejnymi zawodami kolarskimi. Moje pierwsze postanowienie na mecie.

O – Jak OBIETNICA. Za rok awans w generalce o 15 miejsc! O ile wyścig również się odbędzie.

P – Jak PRZEŁECZ Tąpadła. Tam mi motywacja padła…

R – jak RUTKIEWICZ Marek. Zawodnik CCC Polsat Polkowice przyłapany na dopingu przed samym startem w Sobótce. Nie pierwszy raz. Chyba czas zakończyć karierę. Świetny zjazdowiec, który pokazał wielokrotnie wielką odwagę i super technikę na trasach Tour de Pologne. Jednak zawodowo zjechał już na sam dół, więc temu panu dziękujemy…

S – jak SYLWESTER Szmyd. Najbardziej wkurzony kolarz w niedzielnym peletonie, który dowiedział się, że nie pojedzie w tegorocznym Tour de France. A koszulki pamiątkowe już przygotowane…

Sylwestra Szmyda puścili Hiszpanie przed TdF z torbami... (Fot. Dominik Bukowski)
T – Jak TOMASZ Armuła. Prawdziwy amator. 182. miejsce utwierdziło mnie w przekonaniu, że siła i motywacja, która drzemie w mojej głowie, to za mało, aby nawiązać walkę z najlepszymi. Do tego trzeba jeszcze schudnąć… :)
Pomarzyć zawsze można... :)


U – Jak UPADKI. Kilka ich na trasie było i pogotowie ratunkowe zbierało pechowców z szosy i przydrożnych rowów. Tylko pech? Może trochę brak wyobraźni i za dużo ułańskiej fantazji. Przed zjazdem z przełęczy zaczęło padać i warunki zmieniły się w ciągu kilku minut. A mimo to niektórzy lecieli szosą, jak przecinak. Nie zauważyłem, żeby na mecie czekały złote puchary. Ale oczami wyobraźni widziałem, jak składamy się wszyscy na glebę po czyimś upadku niczym domino. Nie warto.

W – Jak WŁOSZCZOWSKA Maja. Kiedy my się męczyliśmy wokół Sobótki, ona zdobywała brązowy medal Mistrzostw Europy! Czapki z głów!
 

0 comments:

Publikowanie komentarza