A każde derby, aż kipią od emocji, bo kibice i dziennikarze budują napięcie na długo przed meczem. Rośnie presja, ponieważ oczekiwania wobec zespołu są zazwyczaj gigantyczne. Ma być walka o każdą piłkę, adrenalina, nerwy, gryzienie parkietu, poświęcenie, zaangażowanie na sto dziesięć procent, a o wyniku końcowym powinna zadecydować ostatnia akcja. Ot, taki banalny do zrealizowania scenariusz i życzenie miłośnika koszykówki.
![]() |
Parę lat już minęło.I co z tego?(Arch.T.Armuła) |
Jednak nie indywidualne statystyki Wójcika były wczoraj najważniejsze. Grunt, że cała drużyna kolejny raz pokazała klasę i nie padła na kolana przed Turowem, który był przecież faworytem tego meczu.
Mimo to wrocławianie wyszli do pierwszej kwarty kompletnie sparaliżowani. Do kosza nie wpadało im kompletnie nic i zupełnie nie radzili sobie w walce pod tablicami. Na szczęście w oczy raziła także niska skuteczność gości, więc żadna drużyna nie była w stanie odskoczyć na więcej niż kilka punktów. I tak było przez cały mecz. Do samego końca.
![]() |
Niezniszczalny Adam Wójcik. (Archiwum T.Armuła) |
Jednak emocje opadły. Minęło kilka godzin i na spokojnie obejrzałem powtórki w telewizji. Z przykrością stwierdzam, że sędziowie mieli gorszy dzień. Albo powinni nosić okulary, albo trzeba wprowadzić badanie alkomatem przed wejściem na parkiet. Oni widzieli rzeczy, których nie było. Gwizdali na Śląsk ile sił w płucach. Mam wrażenie, że widzieli faul WKSu w obronie nim Turów wyprowadził piłkę spod własnego kosza. Doprowadziło to do sytuacji, w której Śląsk w ogóle przestał bronić i oddawał punkty gościom za darmo. Sędziowie zagwizdali wrocławian prawie na śmierć, a kibice wygwizdali sędziów. I zrobił się kwas zamiast derbowego święta.
Miało być o meczu, a wyszło o wypaczaniu wyniku. Ale co zrobić, jak przed pierwszy szereg pchają się żółto-czarne „gwiazdy”? Szczęście sprzyja lepszym. Padło na Turów.
Ale nie musiało.
Na dwadzieścia sekund przed końcem to goście prowadzili punktem, ale piłka była w posiadaniu Śląska. Vairogs zwlekał. Kozłował, nie podawał. Czekał do końca. Skończyło się indywidualną akcją bez ładu i składu oraz wymuszonym i nieudanym rzutem. Dlaczego nie rozgrywał Skibniewski? Nie wiem. Jakie było założenie trenera i jak miała prawidłowo wyglądać ta ostatnia akcja? Nie mam pojęcia. Po prostu nie wyszło i WKS przegrał. Zdarza się, ale szkoda, że po tak fatalnym rozegraniu końcówki. O tym jeszcze będzie się długo mówić, bo to była dobra promocja koszykówki i naprawdę udane derby, czyli emocje, jak przed laty.
Porażka smuci, lecz cieszy fakt, że koszykarska gorączka we Wrocławiu trwa.
Emocje już opadły, jak po wielkiej bitwie kurz, lecz jeszcze na zakończenie jedno, ostatnie zdanie o perfekcyjnym i niepokonanym Wójciku. Złośliwi gapią się w jego metrykę i twierdzą, że: trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Ale on to wie doskonale bez was i nie schodzi!
Zgadzam się. Sędziowie wypaczyli wynik, faulem technicznym dla Bogavaca, kilkoma faulami, których nie było (chociażby w obronie) i kilkoma, które były, ale ich nie zagwizdali.
OdpowiedzUsuńA powrót Wójcika moim zdaniem zmienił dużo. Jest niewiele słabszy teraz od Mladenovica, a jest w końcu Polakiem - trener może teraz odważniej rotować składem. A może nawet pokusi się o ustawienie dwóch wież? :)
Ogladałem ten mecz tylko żeby zobaczyc Adama, ten czlowiek jest niezniszczalny! Szacun szacun szacun.
OdpowiedzUsuńaha, bo bym zapomniał: Rosa! Radom!! :) pozdro
OdpowiedzUsuńjesteś widać bardzo młody,człowieku, skoro tak lekceważąco wyrażasz się o Święcie Trzech Króli. Na drugi raz zastanów się co piszesz
OdpowiedzUsuńNie wiem co wiek ma do pisania o świętach. Ja przynajmniej mam odwagę podpisać się pod tym tekstem własnym nazwiskiem. I przypominam Anonimie, że mamy wolność słowa. A bycie katolikiem nie jest obowiązkowe.
OdpowiedzUsuń