Siedem petard firmy Betard

Temat sztucznych ogni i tragedii, które się z nimi wiążą, to aktualny motyw dyżurny większości gazet. Taki okres. Z mojej strony, co prawda będzie o fajerwerkach i niewypałach, ale żużlowych, czyli bez życiowych wypadków i zbędnej dramaturgii. Czekając, aż taśma pójdzie w górę warto podsumować i sprawdzić, czy we Wrocławiu w przerwie transferowej nie bali się eksperymentować z dużymi petardami, czy może wolą trzymać w kieszeni zimne ognie.

Padła w końcu obrona Twierdzy Wrocław. Kto by się spodziewał, że Unia Leszno podpisze z Gnieznem zawieszenie broni i wspólnymi siłami zwerbują na swoją stronę Sebastiana Ułamka i Fredrika Lindgrena. Agresorzy działali tak szybko i niespostrzeżenie, że zrobili wyłom w murach Stadionu Olimpijskiego nim jego obrońcy zdjęli brezent ochronny z dział. I nie pomógł milion złotych brutto od władz obleganego miasta dla klubu. Odsiecz finansowa przybyła zbyt późno i nie była chyba wystarczająca, aby zmotywować obrońców twierdzy. I tak powstały dziury w składzie.


Współpracy na linii Ułamek-Baron już w tym roku nie będzie.
(Fot.Archiwum autora)
Mówi się, że nazwiska nie jeżdżą. I coś w tym jest, ale Sparcie pozostaje jedynie walka o utrzymanie drugi sezon z rzędu. Gdyby spadała jedna drużyna, to mógłbym liczyć na cud i zwyczajnego fuksa, jak w mijającym roku, ale nie przy zmniejszeniu ligi do ośmiu zespołów i spadku trzech ekip…

Takie życie, taki sport. Kiedyś mieliśmy tu petardy strzelające punktami, jak na zawołanie, a teraz pozostają w tym mieście jedynie zimne ognie i chłodna przedsezonowa kalkulacja. To jeszcze nie koniec świata, ale trudno się z tym pogodzić, bo zaangażowanie drużyny w utrzymanie ekstraligi w barażach było ogromne. I jak teraz widzę nieudolne ruchy transferowe działaczy, to mam wrażenie, że ta walka poszła na marne i tylko przedłużyła agonię żużla we Wrocławiu.

Tomasz Jędrzejak pozostaje w Sparcie (Fot.W.Tarchalski)
Jednak kolejny raz w rolę lekarza klubowego wcieli się Tomasz Jędrzejak, który pozostaje w Sparcie i zamierza choćby w pojedynkę reanimować swój klub. Wielki szacunek dla niego za taką postawę. O Jędrzejaku zatem krótko: to petarda o kalibrze 12 punktów na mecz i lokomotywa ciągnąca dolnośląski ekspress na pełnych obrotach. Ostatnia nadzieja żółto – czerwonych.

„Ogóra” ma wspierać statysta z tegorocznego Grand Prix Peter Ljung. Szwed w całym cyklu mistrzostw zdobył 57 punktów i zazwyczaj ubezpieczał tyły w każdej rundzie SGP. Nawet Hampel, który pauzował z powodu kontuzji nazbierał ich więcej.
Co prawda w lidze osiągnął trzeci wynik punktowy spośród wszystkich żużlowców – 163 punkty i średnio ponad 9 oczek na mecz, ale trzeba pamiętać, że była to I liga. Lindgren we Wrocławiu nie błyszczał, ale mam ogromne wątpliwości czy Ljung chociaż zbliży się do poziomu „Fredki”.

Tai myślami jest już w GP 2013... (Fot.T. Armuła)
Jedzie z nami Tai Woffinden. Angol to kawał walczaka i bardzo pozytywna postać w ekipie Piotra Barona. Cieszę się, że został w Sparcie. Problem tylko w tym, że w przyszłym sezonie będzie musiał pogodzić starty w lidze z Grand Prix. Był już stałym uczestnikiem cyklu GP w 2010 roku. Uplasował się wówczas na 14 pozycji. Działacze BSI zdecydowali się dać mu dziką kartę w sezonie 2013, mimo jego przeciętnych wyników w lidze. Powód jest zatem inny – żużel na Wyspach przeżywa ogromny kryzys i trzeba było szybko wcisnąć do Grand Prix jednego reprezentanta Wielkiej Brytanii. Oby Tai wytrzymał presję i godnie bronił honoru brytyjskiego żużla. Czy jednak pogodzi ściganie w cyklu z jazdą w polskiej lidze? Udźwignie to logistycznie i kondycyjnie? We Wrocławiu mają nadzieję, że tak. A tu jak wiadomo od dłuższego czasu tylko nadziejami sportowymi człowiek żyje.

Przedłużył kontrakt także Nicolai Klindt. Duńczyk zaczynał karierę w Atlasie w 2006 roku pod okiem Marka Cieślaka. Załapał się nawet na złoty medal DMP we Wrocławiu, ale jego talent jakoś nie eksplodował. Raczej rozpłynął się później na zapleczu ekstraligi. Ostatni sezon też był pechowy i Klindt spisał go na straty z powodu kontuzji. Wystąpił w barwach Sparty tylko w dwóch meczach. W sezonie 2013 to człowiek zagadka. Może ta petarda wystrzeli, a może nie. Bez sapera nie podchodź…

Trwały rozmowy z Piotrem Świderskim, ale nie zdecydował się wrócić do składu WTS-u i prawdopodobnie drugim polskim seniorem będzie Zbigniew Suchecki. Sezon 2012 spędził w Gdańsku, ale napędził wrocławianom stracha w barażach. W pierwszym meczu na Olimpijskim zdobył 9 punktów i 4 bonusy. Trzykrotnie przywoził z Pedersenem podwójne zwycięstwo dla Wybrzeża. W rewanżu było jeszcze lepiej – 11 punktów i bonus. Dzięki jego postawie Gdańsk prawie obronił ekstraligę. Taki zawodnik dla Sparty to może być prawdziwe wzmocnienie. Właściwie ostania deska ratunku. Jedyne wyjście awaryjne.
-->

Nie chcą już w Unii Leszno Troya Batchelora. Australijczyk jeździł dla „Byków” od 2007 roku, a w sezonie 2012 zdobywał średnio 6 punktów w meczu. Podobno ma trafić do Wrocławia. Nie mam nic przeciwko. Dają bierz, biją uciekaj, bo jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.


Na co stać Malitowskiego i spółkę?
(Fot. T. Armuła)
Siódma petarda to w sumie czterech juniorów Sparty: Bojarski, Malitowski, Dolny i Trzensiok. Ale to raczej zimne ognie. Ciężko od młodzieży wymagać czegokolwiek. Może od Malitowskiego i Dolnego co najwyżej męskiej decyzji czy na pewno podejmują wyzwanie i chcą osiągnąć coś w tym sporcie. Ten sezon chyba będzie decydujący i da odpowiedź na to pytanie. Wóz albo przewóz.

Tak się prezentuje siedem petard firmy Betard. Wielu zapowiada, że stać ich tylko na spadek i to bez walki. Też jestem raczej sceptyczny i stwierdzam, że dla mnie ten skład jest przekonujący, jak film wojenny z udziałem pacyfistów. Ale nie ma co się łamać. Ja się nie obrażam i nie zapomnę przez zimę drogi na Olimpijski.

Sparta się sypie, ale problemy finansowe przeżywa niejeden ośrodek żużlowy. Bo nie brakuje pazernych zawodników i prezesów bez wyobraźni. Taka mieszanka wybuchowa rozwalająca polski speedway.

Dlatego nikomu w zbliżającym się sezonie 2013 nie życzę niewypałów w składach i bomb z opóźnionym zapłonem, które wybuchają formą dopiero po rozgrywkach i stać je tylko na walkę na łokcie w kolejce przy klubowej kasie.
Czytaj więcej
 

Hampelowy wkręt

W Zielonej Górze to mają wyobraźnię. Redaktorzy portalu Falubaz.com zaprosili Jarosława Hampela do świątecznego żużlowego wkrętu. Zrobili z żużlowca sprzedawcę w sklepie z pamiątkami Falubazu i dzięki ukrytej kamerze możemy zobaczyć reakcję fanów, którzy odwiedzili stoisko swojej drużyny. I tak ci, którzy podobno oglądają żużel od małego nie rozpoznali "Małego" za ladą i dyskutowali z Hampelem o... Hampelu i jego przejściu do Zielonej Góry:)

Ten sezon przyniósł wiele zmian kadrowych w każdym zespole i jak widać nie wszyscy jeszcze widzą Jarka Hampela w barwach żółto-biało-zielonych. Ale i tak Wam zazdroszczę, bo będziecie mieli dwa lata, żeby się do tego przyzwyczaić. Z mojej strony to trochę śmiech przez łzy, bo jeszcze kilkanaście dni temu żyłem nadzieją, że powrót Hampela do Wrocławia jest możliwy. Nadzieja matką głupich.

PS:

Szacun dla Hampela za dystans do samego siebie:)
Link do filmu: http://falubaz.com/Szlaka/Falubaz/Swiateczny-wkret-Falubazowy-z-Jarkiem-Hampelem-video



Czytaj więcej
 

Siedmiu Wspaniałych Sparty Wrocław

Stowarzyszenie Kibiców Sparty Wrocław "Spartanie" na swojej fejsbukowej stronie proponuje:

Jaki podoba Wam się pomysł, abyśmy wspólnie wybrali drużynę wszechczasów Sparty Wrocław? Zróbmy tak: do dnia 31.12 w komentarzach pod tym linkiem (szukajcie wpisu z piątku na stronie http://www.facebook.com/Spartanie) wpisujcie swoje propozycje, a od nowego roku rozpoczniemy zabawę. O tym w jaki sposób wybierzemy Siedmiu Wspaniałych poinformujemy w osobnym linku. W zależności od Waszego zainteresowania spróbujemy nagłośnić temat za pomocą lokalnych mediów informacyjnych.Teraz zgłaszamy tylko kandydatury. Żeby to wszystko spełniło zamierzony cel i aby ograniczyć przypadkowe propozycje, ustalamy dla kandydatów jeden, ale bardzo istotny warunek. Dany zawodnik musiał reprezentować barwy naszej Sparty przez minimum 5 sezonów, nie koniecznie postępujących kolejno po sobie. 

Aby ułatwić Wam wskazanie ulubionych zawodników, proponujemy odwiedzić poniższą stronę, na której znajdziecie potrzebne informacje na temat zawodników startujących w naszej Sparcie w całej Jej dotychczasowej historii.

http://www.spartanie.org/index.php?option=com_content&view=article&id=579&Itemid=109


Do dzieła! Zapraszamy serdecznie...


Zestawienie Armuły:

Tommy Knudsen - za profesjonalizm i prowadzenie Sparty na szczyt w latach 93-95.
Dariusz Śledź - to zdjęcie, które wisi u mnie na ścianie oddaje wszystko czym była dla niego jazda w Sparcie i zdobycie mistrzostwa kraju.

Piotr Baron - za odwagę i waleczność mimo wielu kontuzji.
Tomasz Jędrzejak - za ratowanie wielokrotnie Sparty przed spadkiem, za rozpalanie dogasającego wrocławskiego ognia i za całokształt - czapki z głów przed zdobywcą Czapki Kadyrowa.
Konstanty Pociejkowicz - bo promował w pojedynkę Wrocław lepiej, niż dziś choćby 1000 krasnali.
Henryk Piekarski - bo nawet jako rezerwowy gwarantował wiele punktów i mógł zastąpić każdego.
Maciej Janowski - bo takiego wychowanka dawno nie było i długo we Wrocławiu nie będzie.

 
Czytaj więcej
 

Słodko-gorzki wstęp do transferów

Dawno nie było nic o żużlu. Ostatni raz pisałem o Tomku Jędrzejaku, ale po komentarzu redaktora Czekańskiego, który dał mi lekcję dziennikarstwa na wysokim i kulturalnym poziomie po prostu było mi wstyd i zamknąłem się w sobie. Bo zamiast pikietować i ratować wrocławski żużel, to: Pier… głupoty i bzdurami się zajmuję. Na szczęście pan Czekański uratował żużel we Wrocławiu w pojedynkę bez mojej pomocy i za to jestem mu bardzo wdzięczny. 

A tak na poważnie, to cisza w eterze wynikała z tego, że chęci do pisania miałem takie jak żużlowcy do podpisywania kontraktów w Sparcie. Ale nie ma co się przejmować brakiem weny.
A SKSW Spartanie lubią to!
Już dawno temu znany radiowiec Wojciech Trojanowski zwierzył się słynnemu poecie i redaktorowi naczelnemu Przeglądu Sportowego Kazimierzowi Wierzyńskiemu, że się stresuje, bo od kilku dni nie ma weny i nic nie napisał. Ten mu z uśmiechem powiedział: „Panie Wojciechu, są tylko dwa rodzaje dziennikarzy, tacy co się tym martwią i tacy co się nie martwią. Ale jedni i drudzy zawsze piszą w ostatniej chwili”. Chyba możemy sobie powiedzieć, że to święta prawda. Dlatego w biegu i w wielkim pośpiechu donoszę – wciąż śledzę transfery w polskiej lidze i codziennie sprawdzam informacje dotyczące wrocławskiego składu. Z wielkim niepokojem oczywiście…

Z przykrością przeczytałem kilka dni temu w Gazecie Wrocławskiej, że: 
Piotr Świderski nie będzie reprezentantem Betardu Sparty w sezonie 2013. Zawodnik poinformował we wtorek, że wybrał inny klub. 
Decyzja Świderskiego jest dla szefów klubu rozczarowaniem, bo te rozmowy trwały bardzo długo. - Na pewno dostaliśmy po kolanach, ale cóż - prawo wyboru. Szkoda jednak, bo w piątek przybiliśmy piątkę, Piotrek powiedział, że jesteśmy umówieni, a teraz zmienił zdanie. Nie wiem, na który wariant się zdecydował. Dla nas to i tak bez znaczenia - mówi menedżer Piotr Baron.


 
Piotr Świderski wszystko już przemyślał i podjął decyzję.
To mnie utwierdza w przekonaniu, że nie ma w żużlu umowy towarzyskiej jako swego rodzaju rękojmi na zgodę powszechną, co do przyjętych wspólnie wartości, zaleceń i nakazów związanych z regułami walki sportowej. Speedway przestaje być grą fair play już na etapie samych rozmów w środku zimy, a co tu dopiero mówić o regulaminie. Powiększenie ligi do 10 zespołów tylko po to, aby po chwili zmniejszyć ją do ośmiu ekip. Wprowadzenie KSM i zapowiedź, że właściwie za chwilę już nie będzie obowiązywał. Twórcy takich przepisów pogrążają nie tylko siebie, lecz całą dyscyplinę.

Sport, a w szczególności żużel był dla mnie do niedawna przystanią spontaniczności i więzi międzyludzkich, opartych na prostych zasadach współzawodnictwa. Jakoś nieoczekiwanie ktoś w ostatnim czasie przeobraził mi tę spontaniczność w zbiurokratyzowany mechanizm o trybach z papieru. Chyba, że tak było od zawsze, ale zauważyłem to dopiero teraz. 

Ponoć doświadczenie i wiedza przychodzi z wiekiem, a skoro tak to się nawet cieszę, że jednego i drugiego nie posiadam jeszcze zbyt wiele.
Tyle gorzkiego wstępu do okresu transferowego przy robieniu słodkiego sernika. Jeszcze przed świętami będzie słów kilka o zmianach kadrowych w naszej lidze, bo jak wiadomo wydarzyło się bardzo dużo.
Czytaj więcej
 

Elitarny Klub Czterech (4/4)


Wrocław czekał na ten dzień 52 lata! Tyle czasu upłynęło od ostatniego tytułu Indywidualnego Mistrza Polski dla Konstantego Pociejkowicza - zawodnika, który startował w tych zawodach w barwach wrocławskich. Ale Tomasz Jędrzejak w tym roku dołączył do wąskiego grona złotych medalistów IMP Spójni i Sparty i wreszcie mamy na Dolnym Śląsku Elitarny Klub Czterech.
W 1952 roku po pierwsze złoto sięgnął Edward Kupczyński (przeczytacie o nim tutaj). Dwa lata później wyczyn kolegi ze Spójni Wrocław powtórzył Mieczysław Połukard (zobacz tutaj), a w 1960 wspomniany już Konstanty Pociejkowicz (przeczytasz tutaj).
Później było jeszcze wiele sukcesów, bo aż piętnaście razy wrocławianie stawali na podium mistrzostw Polski, ale na Czapkę Kadyrowa czekaliśmy do 2012 roku!
Przed Wami czwarta część wrocławskiego Elitarnego Klubu Czterech, czyli historia żużlowca, który wielokrotnie ratował Spartę z największych opresji, a na torze jeździ jak szatan, który potrafi zmieścić się tam, gdzie innym nie przeszłoby to nawet przez myśl…


Szatan na torze

Tomasz Jędrzejak (Fot. Wojciech Tarchalski)
Jeszcze kilka lat temu wielu widziało w nim następcę Tomasza Golloba i przewidywało świetlaną przyszłość. Dostrzegł go i dał mu szansę startów na angielskich torach sam Mark Loram. – Swoim stylem jazdy przypomina Golloba. Jeździ odważnie i brawurowo– komentował przed laty angielski mistrz świata. Dziś „Ogór” jest gwiazdą Sparty. Kolejny powrót do Wrocławia był dla niego ostatnią szansą, aby znów zaistnieć wśród najlepszych. Bo tu zawsze odbudowywał swoją formę po słabszych sezonach w innych klubach i po prostu czuje się jak w domu.

Do szkółki żużlowej Jana Grabowskiego w Ostrowie zapisał się w 1993 roku. Jego pierwszy trener od początku dostrzegł w nim duży potencjał. – To, co wyprawiał na torze było niesamowite. Miał wtedy szesnaście lat, a pozostawiał w pokonanym polu starszych i bardziej doświadczonych kolegów. Zapowiadał się na wielką gwiazdę. Na torze był sprytny i szybki jak szatan – wspominał trener Grabowski.





Nauczyciel Loram

kolejny raz uratował Spartę... (fot. Wojciech Tarchalski)
Początki współpracy Tomasza Jędrzejaka i Marka Lorama to rok 1998. W tym czasie obaj startowali w Ostrowie i były mistrz świata z dużym zainteresowaniem doglądał młodzieżowca Iskry. - Swoim stylem jazdy przypomina Golloba. Jeździ odważnie i brawurowo. Potrafi zmieścić się tam, gdzie innym nie przeszłoby to nawet na myśl – komplementował wtedy Polaka Mark Loram. Pomoc Anglika była dla młodego Jędrzejaka szansą pokazania się trenerom oraz działaczom. Po udanych występach w turniejach zorganizowanych na Wyspach, Polak zdecydował się zmienić barwy klubowe i w sezonie 2000 zadebiutował w Częstochowie. Za transfer Jędrzejaka Iskra otrzymała trzysta tysięcy złotych i była to wówczas największa transakcja w historii ostrowskiego żużla.

Falowanie i spadanie

Szatan na torze... (Fot. Wojciech Tarchalski)
Pierwszy rok startów wśród najlepszych był najsłabszym sezonem w karierze Tomasza Jędrzejaka. Czterdzieści dziewięć punktów w szesnastu spotkaniach przyniosło mu bardzo niską średnią, ale działacze spod Jasnej Góry dali mu kolejną szansę. Żużlowiec ją wykorzystał. Wystąpił we wszystkich meczach, robiąc duże postępy. Jednak drużynowo rok 2001 nie był udany dla „Lwów” i po sezonie „Ogór” trafił do Wrocławia, gdzie zajął miejsce Sebastiana Ułamka, który nie zmieścił się w składzie z powodu obniżenia przez GKSŻ średniej drużyny (KSM). 

Trener Cieślak budował skład oparty na zawodnikach młodych, których wesprzeć mieli doświadczony Greg Hancock i Jacek Krzyżaniak. – Klub wzmocnił tylko Jędrzejak, ale z tych roszad jestem bardzo zadowolony. Zbudowaliśmy drużynę od podstaw i już nikt nie będzie mógł nam zarzucić, że kupując gwiazdy, chcemy kupić mistrzostwo Polski. Jędrzejak i spółka to żadne gwiazdy, tylko dobre, obiecujące talenty. Ten skład powalczy o najwyższe trofea – zapowiadał przed sezonem 2002 trener Marek Cieślak. I słowa dotrzymał, bo wrocławianie zajęli trzecie miejsce w lidze. Duża w tym była zasługa Jędrzejaka, który zdobył w osiemnastu meczach sto jedenaście punktów.

Później było już trochę gorzej i Jędrzejak postanowił odbudować się w Ostrowie. Skończyło się na dłuższym postoju w niższej klasie rozgrywkowej, bo w swoim macierzystym klubie obecny Indywidualny Mistrz Polski jeździł w latach 2004-2006.

Jeździć z najlepszymi

W tym roku wszystko chodziło jak w zegarku... (Fot. Wojciech Tarchalski)
Jednak przez trzy lata bezskutecznie próbował awansować z Iskrą Ostrów do ekstraligi. Po tym czasie postanowił na nowo zmierzyć się z najlepszymi w najwyższej klasie rozgrywkowej i wrócił do Wrocławia na trzy sezony. - Żużel daje mi adrenalinę i satysfakcję, o którą trudno w innej dyscyplinie sportu. Motocykle to moja pasja. Cieszę się, że mogę wykonywać pracę, którą lubię. Cały czas próbuję stawiać sobie nowe wyzwania i cele, aby osiągnąć jeszcze wyższy poziom sportowy. Marzą mi się występy o najwyższe cele, więc wiem, że, powinienem jeździć z najlepszymi.– tłumaczył wtedy swoją decyzję o powrocie do WTSu Tomasz Jędrzejak.

Powrót żużlowca do elity był dobrym posunięciem. W 2007 roku pomógł Atlasowi wywalczyć brązowy medal DMP. Rok później skończyło się na piątym miejscu w tabeli, a w 2009 WTS walczył o utrzymanie z Wybrzeżem Gdańsk. Tomasz Jędrzejak był najlepszym zawodnikiem pierwszego spotkania barażowego i w dużej mierze przyczynił się do utrzymania wrocławian w ekstralidze. Na szczęście dla Sparty obecny Indywidualny Mistrz Polski po roku spędzonym w Tarnowie (2010) wrócił do Wrocławia i nie opuścił po sezonie tonącego okrętu, gdy inni ewakuowali się do łajb ratunkowych rywali.
Jędrzejak na szczycie. Ponad liderem Sparty tylko niebo... (Fot. Wojciech Tarchalski)

A historia lubi się powtarzać. Na naszej drodze o utrzymanie ekstraligi znowu stanął Gdańsk. I gdyby nie sezon życia „Ogóra” rok 2012 skończyłby się dla Sparty spadkiem do I ligi. Wychowanek Iskry uratował Wrocław.
I to kolejny raz.



Tomek Jędrzejak jest prawdziwym liderem naszej drużyny. Po takim sezonie zainteresuje się nim zapewne każdy klub z ekstraligi. Czy Spartę będzie stać, aby go zatrzymać? Wszystko zależy od pieniędzy i podejścia działaczy WTSu do swojego pracownika. Z tym podejściem do pracowników bywa różnie (czytaj tutaj). Zrozumiem jeśli Jędrzejak zdecyduje się kolejny raz odejść, bo ma duże aspiracje i nie zadowala się tylko przeciętnością. Nie brakuje mu ambicji, a tylko tacy zawodnicy mogą coś osiągnąć.
A obiektywnie patrząc Sparta na dzień dzisiejszy niczego ponad przeciętność nie gwarantuje.
Pozostanie kapitanem Sparty Wrocław w sezonie 2013...? (Fot. Wojciech Tarchalski)

Bez względu na to, gdzie będzie jeździł za rok - za rozpalanie dogasającego wrocławskiego ognia i za całokształt - czapki z głów przed zdobywcą Czapki Kadyrowa.

(Na podstawie moich wywiadów i artykułów dla Słowa Sportowego z lat 2006-2007)
(Podziękowania dla Wojtka Tarchalskiego za zdjęcia do tekstu. Więcej jego zdjęć możecie zobaczyć na www.superstar.com.pl
Czytaj więcej
 

Najcenniejszy z remisów

Nie mam pojęcia o piłce nożnej i nic o niej nie mam do powiedzenia od siebie, ale jak obserwuję czym od wtorku żyje cała Polska, to jakoś trudno nie dać się oczarować magii futbolu…
We wtorek miało być jak w 1973 roku, albo nawet lepiej. I było tylko z lekkim opóźnieniem, więc przez dobę dziennikarze i kibice żyli wspomnieniami. Bo o meczu z 1973 roku pisano książki, kręcono filmy, komponowano piosenki. Ale trudno się dziwić. Remis z Anglią, wywalczony w świątyni futbolu, był magicznym momentem dla polskiej piłki.

Na gorąco:

„Nadaję te słowa 20 minut po zakończeniu meczu. Na boisku już w niebieskim garniturze reprezentacyjnym otoczony tłumem fotoreporterów i operatorów z przenośnymi dźwiękowymi kamerami Jan Tomaszewski udziela wielu wywiadów, a dzieje się to przy tej bramce, w której tak dzielnie poczynał sobie do przerwy, zachowując czyste konto. Był on bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem tego spotkania” – relacjonował wysłannik Przeglądu Sportowego. 

Plan był prosty:

„Gramy 4-3-3, a więc bez ustawień ultra defensywnych. Z dokładnym kryciem i wyznaczeniem przekazywania krycia przeciwników. Jedno z ważnych założeń brzmiało: wykorzystać każda okazję do atakowania wypadami. Jak ten plan realizowano? Wynik mówi sam za siebie. Autorowi tego planu, Kazimierzowi Górskiemu – wielkie brawa i serdeczne gratulacje”.

Najważniejszy moment:

„Sensacja na Wembley! – krzyczał do mikrofonu Jan Ciszewski po akcji z 57. Minuty. Przegląd Sportowy pisał: Lato przechwycił piłkę po lewej stronie, podciągnął kilkanaście metrów po skrzydle i kapitalnie dośrodkował do wybiegającego na wolną pozycję  swego kolegi klubowego Jana Domarskiego. Celny strzał i bramka!

Końcówka:

„89. minuta. Rzut rożny. Strzela Currie. Zamieszanie, Tomaszewski odbił piłkę nogami, niesamowite zamieszanie… Koniec! Jesteśmy w finale mistrzostw świata!”

Wielki dzień:

„Dzień 17 października na Wembley będziemy wspominać wiele lat. Rezultat tego meczu stanowi ukoronowanie wielomiesięcznych wysiłków  nad stworzeniem zespołu z prawdziwego zdarzenia. Monachium, Wembley i znów może przyjdzie grać na stadionie olimpijskim, już w finałach mistrzostw świata. Piękny jest ten szlak sukcesów polskiego piłkarstwa”.



(Na podstawie: Przegląd Sportowy – 90 lat polskiego sportu)
Czytaj więcej
 

Po co nam dach na Narodowym?

Mamy zamykany dach na Stadionie Narodowym w Warszawie, ale mecz Polska-Anglia będzie odwołany z powodu opadów deszczu. Blamaż. Nie jestem kibicem piłkarskim, ale współczuję tym, którzy są teraz na trybunach. Komuś zabrakło wyobraźni. Prawda jest jednak taka, że zła pogoda tylko opóźni to co i tak jest nieuniknione. Bo nawet Muniek mnie nie przekona, że Polska pokona Anglię... :-)


Czytaj więcej
 

Sparta wstaje z kolan!

Udało się. Kibice wrocławscy po żużlowych barażach odetchnęli z ulgą. Kamień, który spadł z serca fanom Sparty walnął z taką siłą, że Stadion Olimpijski zatrząsł się w posadach, a huk było słychać chyba nawet… w Grudziądzu. I ciężko się dziwić. W końcu nadzieje były wielkie, presja duża, a oczekiwania wrocławskich kibiców jeszcze większe.

Milczałem na blogu podczas wszystkich czterech meczów barażowych, bo nie chciałem gdybać, obstawiać wyników i prorokować. Nie zamierzałem zapeszać, bo przez ostatnie miesiące wszystko co próbowałem przewidzieć na temat wrocławskiego speedway’a nie sprawdzało się. Zawsze wychodziło odwrotnie. A że w przypadku barażu obstawiałem utrzymanie Sparty w ekstralidze, to lepiej było po prostu milczeć.
Najpierw pojedynki z Wybrzeżem Gdańsk. Wygrana u siebie 52:38. Trochę mało, ale wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. Jednak ekipa znad morza nie zamierzała zwijać żagli i obierać kursu na zaplecze ekstraligi. Oni cały sezon płynęli pod prąd na przekór wszystkim i niewiele brakowało, a w rewanżu zrobiliby niespodziankę sezonu. Ostatecznie wrocławianie przegrali drugi mecz na tyle nisko (39:50), że mogli szykować się do barażu z GTŻ Grudziądz. Ale nerwówka była. Sparta w dwumeczu okazała się tylko o trzy punkty lepsza od Gdańska. Rzutem na taśmę…

Wydawało się, że najgorsze mamy za sobą. Przecież druga ekipa z I ligi nie miała prawa postawić się drużynie Piotra Barona tak mocno jak wspomniane Wybrzeże Gdańsk. Mieli przecież przeciwko sobie regulamin, ponieważ nie mogli skorzystać z dwóch zawodników z Grand Prix, musieli na siłę wstawić do składu czwartego Polaka, a z powodu problemów zdrowotnych nie mógł w decydującym meczu wystąpić Watt. Jednak ci, którzy myśleli, że GTŻ zaprosi do siebie Spartę i padnie na kolana, aby błagać o niski wymiar kary na pewno byli mocno zaskoczeni.  W zespole GTŻ nikt nie kładł głowy pod topór. Nikt nie prosił gości o szybkie i bezbolesne zabicie marzeń o ekstralidze dla Grudziądza. Przeciwnie! Żużlowcy pierwszoligowego zespołu prawie ten awans sobie na torze wywalczyli.
Mam ogromny szacunek dla teamu z I ligi. Nie zachowali się, jak jakiś klub z Daugavpils, który w 2009 roku nie przyjechał na baraże do Wrocławia, aby powalczyć z Atlasem Wrocław o awans, bo uznał, że nie ma szans i pieniędzy. Grudziądz to mocna ekipa z charakterem. Trochę za słaba na ekstraligę, ale za mocna na zaplecze. 

Zwycięstwo gospodarzy 51:39 było nieoczekiwane, ale jak najbardziej zasłużone. To była jazda bez kompleksów. Ci faceci nie mieli nic do stracenia. Presja była po stronie wrocławian i szczerze mówiąc średnio sobie z nią na wyjeździe poradzili. Wielu uznało, że wrocławski żużel jest na kolanach. Ciężko się nie zgodzić. I tu nie chodzi tylko o baraże. One są tylko podsumowaniem tego powolnego schodzenia wrocławskiego żużla do parteru. 


Piotr Baron zbudował fajny team
 i stworzył w nim dobrą atmosferę. (Fot.T.Armuła)
W rewanżu mogło być różnie. Nikt nie mógł być pewny swego, choć kibice z Grudziądza przywieźli do Wrocławia transparent: Bójcie się chamy! Do Ekstraligi wracamy! Trochę się pospieszyli. Zgubiła ich pewność siebie i w połowie meczu rewanżowego szybko zwinęli go ze swojego sektora, bo stracili nadzieję na zwycięstwo. I ciężko się dziwić. Ich rywalami nie była ta sama Sparta, która dwa tygodnie wcześniej nie radziła sobie na grudziądzkim torze. Wrocławianie byli zmotywowani, świetnie przygotowani i nie mieli w składzie dziur. Komplet Tomasza Jędrzejaka i Sebastiana Ułamka, powrót na tor po kontuzji Taia Woffindena i w sumie siedem punktów juniorów. Efekt? 60:30. Tylko jeden wygrany bieg gości. Utrzymanie w Ekstralidze. Radość pięciu tysięcy kibiców Sparty. Czego chcieć więcej?  
Teraz to chyba spokoju i stabilizacji. Ale to nie jest łatwe. Co prawda sezon trwa, bo najlepsi walczą o medale, ale działacze wrocławscy już powinni myśleć o składzie na kolejny rok. Powinni, lecz nie robią tego i absolutnie nie jest to ich wina. No bo jak tu budować skład, choćby na papierze skoro nikt nie zna regulaminu na przyszły rok…?

Piotr Baron stwierdził po wygranym barażu, że nie chciałby dużych zmian w składzie i chce zatrzymać jak najwięcej zawodników. Ale oczywiście jest świadomy, że potrzebne są wzmocnienia. Nie mam pojęcia czy Spartę będzie na nie stać i na co działaczom pozwoli regulamin. Póki co cieszymy się z sukcesu WTSu i przyzwoitej frekwencji na Olimpijskim. Było nas około 5.000, więc widać, że w trudnym momencie potrafiliśmy się jako tako zebrać. Co by było gdyby GTŻ strącił nas w pierwszoligową przepaść? Osobiście uważam, że żużel we Wrocławiu mógłby zupełnie przestać istnieć. I chyba nie jestem jedynym, który tak myśli. To się słyszało i czuło na trybunach, bo w zeszłą niedzielę nie byliśmy świadkami spotkania o utrzymanie w lidze. To było coś więcej. Wygraliśmy mecz o przyszłość wrocławskiego żużla. 

Sparto, dziękujemy!
Czytaj więcej