Elitarny Klub Czterech (2/4)

Wrocław czekał na ten dzień 52 lata! Tyle czasu upłynęło od ostatniego tytułu Indywidualnego Mistrza Polski dla Konstantego Pociejkowicza - zawodnika, który startował w tych zawodach w barwach wrocławskich. Ale Tomasz Jędrzejak kilkanaście dni temu dołączył do wąskiego grona złotych medalistów IMP Spójni i Sparty i wreszcie mamy na Dolnym Śląsku Elitarny Klub Czterech.

W 1952 roku po pierwsze złoto sięgnął Edward Kupczyński (przeczytacie o nim tutaj). Dwa lata później wyczyn kolegi ze Spójni Wrocław powtórzył Mieczysław Połukard, a w 1960 wspomniany już Konstanty Pociejkowicz. Później było jeszcze wiele sukcesów, bo aż piętnaście razy wrocławianie stawali na podium mistrzostw Polski, ale na Czapkę Kadyrowa czekaliśmy do 2012 roku!

Przed Wami druga część wrocławskiego Elitarnego Klubu Czterech.

Mieczysław Połukard - Indywidualny Mistrz Polski 1954

Urodzony 31.08. 1930 roku w Wołominie. Zawodnik Spójni Wrocław w latach 1950-1954. Pierwszy polski finalista Indywidualnych Mistrzostw Świata, zdobywca złotego i brązowego medalu Drużynowych Mistrzostw Świata, Indywidualny Mistrz Polski (ośmiokrotny finalista tych rozgrywek). Zdobywca 8 medali DMP.
W 1968 roku w czasie wypadku na torze w Bydgoszczy doznaje poważnych obrażeń w wyniku których amputowano mu nogę. Po zakończeniu kariery został trenerem. Zginął 25.10.1985 roku na torze bydgoskim, gdzie w trakcie treningu najechał na niego niedoświadczony żużlowiec. Po jego śmierci z inicjatywy działaczy Polonii Bydgoszcz doroczny turniej Kryterium Asów nazwano imieniem Mieczysława Połukarda.

W 1954 roku czołowi polscy żużlowcy walczyli o tytuł Mistrza Polski w pięciu turniejach, z których do końcowej klasyfikacji zaliczano jedynie wyniki trzech najlepszych. Pierwsza eliminacja została rozegrana 30 maja 1954 roku we Wrocławiu. Był to turniej o Puchar Ziem Zachodnich. Zawody wygrał doświadczony Józef Olejniczak z Unii Leszno. Wyprzedził on o punkt wrocławianina Edwarda Kupczyńskiego. Być może zwycięzcą zostałby żużlowiec Spójni Wrocław, który wygrał pewnie trzy wyścigi, ale w jednym ze startów zanotował defekt na prowadzeniu. Pech…

Trzeba zaznaczyć, że we wrocławskim turnieju nie wystartowało kilku czołowych zawodników: Włodzimierz Szwendrowski, Florian Kapała i późniejszy mistrz Polski Mieczysław Połukard

Drugą eliminację rozegrano 20 czerwca na torze w Katowicach Muchowcu. Dziennikarze katowickiego Sportu pisali, że: tor był za twardy co powodowało łatwe wpadanie maszyn w nieopanowany poślizg, a doraźne naprawy w trakcie zawodów niewiele poprawiły sytuację. Doprawdy już najwyższy czas by gospodarze torów żużlowych zaczęli bardziej dbać o zarządzane przez siebie obiekty, bowiem zbyt często oglądamy zawody na źle przygotowanych torach.

W zawodach wziął udział Mieczysław Połukard ze Spójni Wrocław. Po słabszych występach na początku sezonu w jego karierze nastąpił przełom. Pewnie i z kompletem punktów wygrał katowicką eliminację, co powszechnie uznano za niespodziankę. Nikt nie przypuszczał jeszcze wtedy, że to właśnie on pod koniec sezonu odbierze szarfę mistrza Polski. Zwycięstwo Połukarda było bezdyskusyjne. Zdobył 12 punktów i aż o 4 punkty wyprzedził kolegę z wrocławskiego zespołu - Kupczyńskiego . 

Motocykl FIS. Jego nazwa pochodzi od nazwisk konstruktorów:
Tadeusz Fedka i Romualda Iżewski oraz nazwy ich klubu STAL Rzeszów. (Znalezione na www.oldtimety.com)
A warto wspomnieć, że Kupczyński na treningu przed IMP ogłosił próbę pobicia rekordu toru na motocyklu z silnikiem FIS skonstruowanym w Polskich Zakładach Lotniczych w Rzeszowie. FIS spisywał się świetnie i po chwili chronometrażysta ogłosił czas Kupczyńskiego 1:19,1 i rekord toru został pobity jeszcze przed rozpoczęciem turnieju o mistrzostwo Polski. 


Mieczysław Połukard.
(Znalezione na http://fotospeed.pl.tl/P_2.htm)
Kolejna eliminacja odbyła się w Lesznie. Wygrał ją krytykowany za ostrą jazdę Andrzej Krzesiński. Tym razem bardzo słabo pojechał Mieczysław Połukard, który zdobył zaledwie 2 punkty.
Kolejną eliminacją było rozegrane w Bydgoszczy Criterium Asów. Połukard jeździł już zupełnie innym stylem. W pierwszym swoim starcie wyprzedził Kupczyńskiego, Kaznowskiego i Raniszewskiego ustanawiając nowy rekord toru 1:27,8. Zawodnik wrocławski pokonał wielu rywali, ale turnieju nie wygrał. W jednym wyścigu urwał mu się łańcuch i nie dowiózł żadnego punktu. Ten feralny defekt przekreślił jego szanse na zwycięstwo w Bydgoszczy. Wygrał za to drugi reprezentant wrocławskiej Spójni Edward Kupczyński

Ostatnia eliminacja to zawody o Puchar Stolicy w Warszawie. Na stadion przyszło 20.000 kibiców. Mieczysław Połukard wiedział, że może walczyć o mistrzostwo Polski, ale musiał zdobyć minimum 11 punktów. W VIII wyścigu wrocławianin spotkał się ze Szwendrowskim i Nazimkiem.  Najlepszy na starcie był Szwendrowski, ale na drugim wirażu wyprzedził go żużlowiec Spójni. Kiedy zwyciężył ponownie w biegu X stało się jasne, że to właśnie on zdobył tytuł IMP. 

Tytuł zdobyty przez Mieczysława Połukarda był ogromnym sukcesem żużlowca. Radość wrocławian była ogromna, bo dodatkowo na III miejscu podium stanął Edward Kupczyński

Indywidualny Mistrz Polski z 1954 roku przez wiele lat należał do ścisłej polskiej czołówki. Był pierwszym Polakiem, który awansował do finału IMŚ (1959), jednak kolejnego tytułu IMP nie udało mu się już zdobyć.  

Klasyfikacja końcowa IMP 1954

Mieczysław Połukard (Spójnia Wrocław)            33 pkt (NS, 12, 2, 9, 12)

Janusz Suchecki (Budowlani Warszawa)                  29 pkt (9, 5,5 , 10, 9, 10)

Edward Kupczyński (Spójnia Wrocław)               27 pkt (9, 8, 8, 10, 6)



(Na podstawie: Henryk Grzonka – Speedway IMP, Speedway-mała encyklopedia)
Czytaj więcej
 

Kolarskie lanie wody

Tour de Pologne Amatorów 2012, to miał być spacerek. Łatwizna. Przecież przejechanie niespełna 40 kilometrów na rowerze w terenie lekko pofałdowanym z Jeleniej Góry do Karpacza, to żaden wyczyn. Jedyna trudność na trasie, to podjazd pod Orlinek, gdzie nachylenie sięga momentami 15%. Zgłosiło się ponad 400 osób. Nie było sensu się zastanawiać. Dopisałem się do listy startowej. Jeżdżę regularnie po 300 kilometrów miesięcznie, więc wstydu być nie mogło. Spakowałem rower do samochodu i ruszyłem na start do Jeleniej z myślą, że dojazd na metę w połowie stawki jest jak najbardziej realny. Ale cały plan zweryfikowało życie. 

Właściwie morale mi spadło do zera, jak tylko zobaczyłem swoich rywali. Miałem problem, żeby ustalić czy to amatorzy, czy może zawodowcy, którzy kręcili się dookoła, bo przecież zaraz po nas mieli ruszyć do pierwszego etapu prawdziwego, profesjonalnego wyścigu! 

Dominowały rowery z karbonu i łydki ze stali. Na palcach jednej ręki można było policzyć kolarzy na rowerach z niższej półki i z zaznaczonym „mięśniem piwnym”. Ale to nie było żadne tłumaczenie. Nie było odwrotu. Przecież nie mogłem zwiać z linii startu! Zwłaszcza, że to była niepowtarzalna okazja, aby przejechać się z VIPami imprezy i legendami polskiego kolarstwa, które  zwyciężały w wyścigu Tour de Pologne – Stanisławem Szozdą czy Henrykiem Charuckim. 

Przed wyścigiem starałem się do niego jak najlepiej przygotować. Wiadomo, że przy takim wysiłku trzeba pamiętać o odżywianiu i uzupełnianiu płynów. Sporo wiedzy wyniosłem ze strony www.europeanhydrationinstitute.org . Jak zobaczyłem pierwszy raz ile wody można stracić podczas godzinnej jazdy na rowerze i jak to wpływa na obniżenie wydolności fizycznej, to złapałem się za głowę. Zresztą zobaczcie poniżej sami.
Ja już bez bidonu na szosę nie wyjeżdżam. Nie zgrywam twardziela nawet na krótkiej przejażdżce. Trzymam się zasad, które propagują legendy kolarstwa jak Ryszard Szurkowski i www.europeanhydrationinstitute.org, bo mówią w tej sprawie jednym głosem. 
Pamiętajcie, że wyjeżdżając na trening czy inną przejażdżkę musimy zabrać ze sobą 0,5 litra płynu energetycznego na każdą godzinę jazdy. Jeśli więc trening trwa ponad godzinę, należy zabrać odpowiednio więcej płynu. Poza tym trzeba pamiętać o batonie energetycznym, który zawiera wszystkie składniki, potrzebne do utrzymania energii.

Jeden bidon na takiej trasie to za mało...
Po rozpoczęciu jazdy nie należy długo zwlekać z uzupełnieniem płynów i pożywienia. Już po 10-15 minutach trzeba sięgnąć po bidon i małymi łykami napić się. To samo dotyczy jedzenia - pierwszy raz baton trzeba ugryźć również po około kwadransie jazdy.

Po zakończeniu przejażdżki koniecznie trzeba uzupełnić płyny. Nie wolno jednak pić dużych ilości napojów od razu, ale trzeba rozłożyć to w czasie. Zaleca się soki owocowe, których z kolei nie należy brać na trasę, ponieważ mogą sfermentować i będą nadawały się tylko do wyrzucenia. Można natomiast zabrać ze sobą zwykłą wodę mineralną niegazowaną.

Ktoś mądry kiedyś powiedział, że: Nie jest w sporcie najważniejsze, aby zwyciężyć, ale wziąć udział. Nie musisz wygrać, bylebyś walczył dobrze. No to walczyłem. Z górą, z rywalami, ale przede wszystkim sam ze sobą. Najważniejsze, że nie zabrakło mi w trakcie siły, wiary, motywacji, chęci i… wody. Półzawodowcy wbili mnie w asfalt i pokazali mi moje miejsce w szeregu, ale 304 miejsce na 400 startujących to żaden wstyd. W końcu dopóki walczysz jesteś zwycięzcą.
Czytaj więcej
 

Elitarny Klub Czterech (1/4)

Wrocław czekał na ten dzień 52 lata! Tyle czasu upłynęło od ostatniego tytułu Indywidualnego Mistrza Polski dla Konstantego Pociejkowicza - zawodnika, który startował w tych zawodach w barwach wrocławskich. Ale Tomasz Jędrzejak w zeszłym tygodniu dołączył do wąskiego grona złotych medalistów IMP Spójni i Sparty i mamy już na Dolnym Śląsku Elitarny Klub Czterech.

W 1952 roku po pierwsze złoto sięgnął Edward Kupczyński. Dwa lata później wyczyn kolegi ze Spójni Wrocław powtórzył Mieczysław Połukard, a w 1960 wspomniany już Konstanty Pociejkowicz. Później było jeszcze wiele sukcesów, bo aż piętnaście razy wrocławianie stawali na podium mistrzostw Polski, ale na Czapkę Kadyrowa czekaliśmy do ostatniej środy!

Przed Wami wrocławski Elitarny Klub Czterech.

Edward Kupczyński - Indywidualny Mistrz Polski 1952



Urodzony 2.07. 1929 roku we Lwowie. Zawodnik Spójni Wrocław w latach 1951-1954, Ślęzy Wrocław 1956, Sparty: 1955, 1957-1958. Dziewięciokrotny uczestnik IMP. Zdobywca pięciu medali IMP (1 złoto i po dwa srebrne i brązowe medale).

Edward Kupczyński na torze we Wrocławiu

Indywidualne mistrzostwa Polski w 1952 roku wywołały we Wrocławiu ogromne zainteresowanie. Sprzedano 60.000 biletów. W gronie faworytów wymieniano Szwendrowskiego, Olejniczaka i Fijałkowskiego, ale szybko okazało się, że mistrzostwa będą obfitować w wiele niespodzianek. Bardzo dobrze od początku zawodów spisywał się młody zawodnik wrocławskiej Spójni Edward Kupczyński, który startował na torach żużlowych dopiero od roku. Jego rywale startowali ze zmiennym szczęściem. Szwendrowski w jednym z biegów notuje defekt i traci szansę na dobre miejsce w klasyfikacji generalnej. 

Za to Kupczyński po wygranym 16. biegu obejmuje prowadzenie. Jego jazda jest wielkim zaskoczeniem dla kibiców i rywali. Wrocławianin przed swoim ostatnim startem miał 11 punktów i mógł sobie nawet w kolejnym starciu pozwolić na stratę jednego oczka. Gdy wyjechał na tor przywitała go ogromna wrzawa i oklaski. Był u siebie. Wyścigu nikt nie oglądał na siedząco. Wychowanek Spójni wygrał start i pewnie prowadził do samej mety! Pierwszy tytuł dla wrocławianina stał się faktem!
 
Prasa o finale IMP we Wrocławiu
Sportowa prasa obszernie opisywała przebieg tego finału podkreślając, że polscy zawodnicy zrobili ogromne postępy. Najlepszy czas uzyskany rok wcześniej we Wrocławiu podczas IMP był poprawiany w 1952 roku aż 9 razy. Mistrzostwa te pozwoliły na dobre odkryć wielki talent młodego żużlowca Spójni Wrocław, który przez kilka następnych lat będzie stale w czołówce Indywidualnych Mistrzostw Polski i jeszcze kilka razy stanie na podium.


Kupczyński wywalczył prestiżowy tytuł u progu swej kariery. Jak się okazało nigdy więcej sukcesu tego już nie powtórzył.

(Na podstawie: Henryk Grzonka, Speedway-IMP; Henryk Grzonka - Speedway Mała Encyklopedia)


Historia zawodów znaleziona na www.sparta.wroclaw.pl

Czytaj więcej
 

Czapka Kadyrowa dla Jędrzejaka!

Tomasz Jędrzejak Indywidualnym Mistrzem Polski! Kapitan wrocławskiego zespołu nie należał raczej do faworytów finału IMP, ale po tym jak się zaprezentował na stadionie Falubazu chyba nikt nie ma wątpliwości, że zasłużył na ten tytuł! Ja takowych nie mam i nie przekonują mnie głosy niezadowolonych, że poziom finału był niski, ponieważ wystartowało sporo niedoświadczonej młodzieży , a dodatkowo brakowało Golloba, Kołodzieja oraz Hampela. To nie ma znaczenia. Wynik poszedł w świat, a Jędrzejak przeszedł do historii.
Mam ogromny szacunek do „Ogóra” , bo nie opuścił Sparty Wrocław, jak wszystko zaczęło się walić. Na torze dokonuje cudów i zostawia na nim serce. W pojedynkę potrafi przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Sparty. Trzyma formę i regularnie pokazuje na Olimpijskim plecy rywalom, aż odechciewa im się wyjeżdżać do kolejnego biegu. 
Czapki z głów przed Tomkiem Jędrzejakiem , a na jego głowę Czapkę Kadyrowa!


Dopóki „Ogór” jeździ w Sparcie jest płomyk nadziei, że na Stadionie Olimpijskim nie zgaśnie wrocławski ogień…
Tomasz Jędrzejak. Związany ze Spartą Wrocław z przerwami 7 lat (2002-2003; 2007-2009; 2011-2012) Fot. T. Armuła
Czytaj więcej
 

Zwycięski remis Sparty…?

Niedzielny mecz Sparty z Unią Leszno miał dać odpowiedź na pytanie, czy ekipa wrocławska zasługuje, aby do końca sezonu okupować zaszczytne ósme miejsce w ligowej tabeli. Wrocławianie zrobili krok w tym kierunku, ale na tyle mały, że – zdaniem pesymistów - spokojne utrzymanie wśród najlepszych bez potrzeby rozgrywania barażu wciąż nie jest pewne. A ja uważam, że ci, co widzą czarny sport na Dolnym Śląsku tylko w czarnych barwach nie muszą się martwić o los WTSu i mogą już spać spokojnie. To znaczy spokojnie to się nie da, bo ogólnie sytuacja finansowa i sportowa Sparty od lat jest słaba, ale to temat rzeka. Skupmy się wyłącznie na dokończeniu tego sezonu.

W niedzielę padł remis po 45. Remis zwycięski dla gospodarzy, ale apetyty rosły w miarę jedzenia, czyli z każdym biegiem. Sparta prowadziła już nawet sześcioma punktami, ale końcówka zdecydowanie należała do „Byków”. Przed meczem brałbym remis w ciemno. Unia Leszno nawet bez kontuzjowanego Jarka Hampela to drużyna, która powinna wejść do play off. Szaleje tam przecież młodzież – cudowna broń byczej ekipy. Młodzieżowcy Piotr Pawlicki i Tobiasz Musielak zrobili w sumie 16 punktów. A Malitowski i Dolny z Wrocławia w sumie jeden. To wystarczy za cały komentarz. Ale dzięki słabej postawie seniorów Pavlica i Batchelora wrocławianie byli w stanie nawiązać walkę. I aż chciało się to oglądać. Sporo mijanek i walka o końcowe zwycięstwo do ostatniego biegu. Tak było wcześniej z Polonią Bydgoszcz i teraz z Unią. Rewelacyjna promocja żużla we Wrocławiu, której tak bardzo brakuje. 

Nawet kibiców było więcej niż dotychczas. Ale ciężko mówić o tendencji wzrostowej. To był mecz „podwyższonego ryzyka” z Lesznem. Taka chora nienawiść wśród kibiców i podgrzewanie atmosfery przez policję, która zaparkowała przed stadionem czołg ZOMO z czasów Stanu Wojennego. Bo jak inaczej nazwać ten wehikuł? Ta policyjna armatka wodna przydałaby się bardziej do lania toru, bo sucho było, a nie kibiców. 
Z czym do ludzi...? (Fot. T.Armuła)

Ogólnie na trybunach spokój, ale zawsze znajdzie się kilku debili, którzy wykażą się „odwagą” i wyzwą przyjezdnych. Tym razem widziałem, jak padło na matkę z dzieckiem. Trzeba mieć jaja, żeby obrzucić słownym błotem kobietę.  Wieś tańczy, wieś śpiewa i pała nienawiścią. Niczym nie różnimy się od innych kibiców i nie rozumiem po co się powtarza, że jesteśmy najlepsi w Polsce. Ja wiem, że to wyjątki i nie wszyscy tacy jesteśmy. Ale co zapamiętają z Wrocławia przyjezdni, których spotka coś niemiłego?  Na pewno nie tereny zielone na Sępolnie i nie zabytkową ruderę zwaną szumnie Stadionem Olimpijskim. Będą pamiętać, żeby u siebie odpowiednio „przywitać” wrocławskich gości. Eskalacja nienawiści trwa i ma się dobrze.

Przechodzimy do części sportowej. Ustalmy w końcu raz na zawsze, że jeszcze w tym roku nie zgaśnie wrocławski ogień. 

Sparta nie zdobędzie już w tym roku punktów. 19 sierpnia jedziemy do Gorzowa, gdzie nie będziemy mieli zbyt wiele do powiedzenia. Przegraliśmy z nimi u siebie i poniesiemy porażkę na wyjeździe. W ostatnim meczu witamy u siebie Maćka „Magica” Janowskiego i ekipę tarnowskich „Jaskółek”. W Tarnowie przegraliśmy… 61:29. Hancock, Vaculik, Janowski. To się nie może udać. W tabeli dzieli nas przepaść. Kończymy ten sezon z 12 punktami, ale też na bezpiecznym ósmym miejscu bo…


1. Włókniarz przegra zaległe spotkanie w Gorzowie 
2. Częstochowa nie ma szans w przedostatniej kolejce w Bydgoszczy, gdzie przegra 40:50 i nie zdobędzie punktu bonusowego   
3. Co prawda „Lwy” wygrają u siebie z Unią Leszno 47:43, ale bonus pojedzie do Leszna
4. Wybrzeże Gdańsk polegnie u siebie z Unibaxem Toruń 
 5. Lotos nie sprosta Marmie w Rzeszowie

      I dolna część tabeli powinna wyglądać po rundzie zasadniczej tak:

      8. Sparta            12pkt
      9. Włókniarz    11 pkt
      10. Wybrzeże     8pkt

      Wrocław obroni Ekstraligę, ale działacze powinni szybko zadać sobie pytanie co robimy z tym dalej. Skład się w ostatnich latach rozleciał i wiem, że przy budowie nowego zespołu potrzeba czasu, wytrwałości. Co prawda ekipa Sparty udowodniła kilkakrotnie w tym roku, że jeździ walecznie, ambitnie i umie się postawić lepszym od siebie, lecz to nie jest team, który w sezonie 2013 gwarantuje sukces.

       Mamy budżet na Spartę marzeń? Jest wizja na przyszłość? Są chęci do działania…?
      Pytam, bo obserwuję od lat, co się dzieje i zaczynam tracić cierpliwość. Z drugiej strony staram się usprawiedliwiać klub, bo to tylko sport i nie zawsze wszystko idzie po myśli działaczy. 

      No i wciąż sam siebie przekonuję, że we Wrocławiu potrzeba młotka wytrwałości, by w końcu wbić gwóźdź sukcesu…
      Czytaj więcej
       

      O idei olimpizmu Coubertina

      Igrzyska w Londynie prawie na półmetku. Polacy z dwoma medalami na koncie. Liczymy na więcej, ale wiele szans na podium już nam uciekło.
      Przeglądam właśnie w przerwie między kolejnymi dyscyplinami swoją biblioteczkę sportową i natknąłem się na notatki z pracy magisterskiej. Trochę tu o byłym redaktorze Przeglądu Sportowego, sporo o twórcy idei nowożytnych igrzysk olimpijskich, a jeszcze więcej o idei olimpizmu i sporcie w poezji. Fajnie sobie przypomnieć z czego mnie maglował dziennikarz sportowy Andrzej Ostrowski podczas obrony pracy magisterskiej.

      Zresztą zobaczcie sami…

      Rola literatury pięknej w budowaniu idei olimpizmu – literackie urzeczenie sportem

      Nie jesteście zwykłymi sprawozdawcami, których przeznaczeniem jest powiadamianie o spotkaniach i meczach, informowanie o punktach i ogłaszanie zwycięzców. Waszym zadaniem jest przekształcenie tych sprawozdań w swojego rodzaju gatunek literacki poprzez nadawanie mu błyskotliwych barw, przez malowniczą żywość narracji.

                                                     Papież Pius XII do dziennikarzy sportowych, 1951 r.

      Sport w poezji

      Literatura sportowa zaczęła się rozwijać na początku XX wieku. Wcześniej literatura wdzierała się do kultury fizycznej, jednak nie były to próby do końca udane. Spektakle sportowe były wówczas miejscem do zbiorowego przeżywania emocji. Poeta i były redaktor naczelny Przeglądu Sportowego Kazimierz Wierzyński mówił: „Sport jest tą formą zbiorowego przeżywania, która wywołując gromadne uniesienie zachwytu, podziwu, aprobaty, przerzuca mosty porozumienia między narodami, niweluje różnice, staje się manifestacją powszechnego braterstwa i ogólnoludzkiej solidarności.”[1] Już w latach 90-tych XIX wieku rosła fascynacja starożytnym ruchem olimpijskim. Wynikała między innymi z wykopalisk archeologicznych, które były prowadzone na ziemiach dawnej Olimpii. Inicjatorem idei olimpijskich był baron Pierre de Cobertin, a miejscem pierwszych nowożytnych igrzysk w roku 1896, ich starożytna ojczyzna – Grecja (sportowcy rywalizowali w Atenach). Zmagania najlepszych na świecie sportowców były  inspiracją dla sztuki, w tym także w poezji na całym świecie.

      Oda do sportu – sport i sztuka

      Dziś cały świat rozczarowany niepowodzeniami, do których doprowadził skrajny intelektualizm XIX wieku, zajmuje się intensywnie sportem szukając w nim sposobu i drogi swego odrodzenia, cóż więc dziwnego, że nie tylko sztuki plastyczne, ale i poezja zaczyna odwiedzać boiska sportowe i wraca z nich tęższa, jędrniejsza i radośniejsza (...). Nasza literatura dość długo trzymała się biblioteki, kawiarni i lokalów redakcyjnych. Aż wyszła pewnego razu na boisko i odkryła nowy dla siebie świat[2].

      Pierre de Coubertin
      Podobny tok myślenia wyrażał także baron Pierre de Coubertin, twórca idei nowożytnych igrzysk olimpijskich. To z jego inicjatywy w 1906 roku w Paryżu odbyła się konferencja konsultacyjna z udziałem przedstawicieli świata sportu, a także literatury i sztuki. Zamysłem Coubertina było połączenie w igrzyskach dwóch, idących jak dotąd oddzielnie wartości: mięśni i ducha. Dotychczas sport postrzegano bowiem tylko i wyłącznie jako rozwój tężyzny fizycznej. Coubertin pytał:” Dlaczego by nie miały towarzyszyć manifestacjom sportowym wystawy sztuki sportowej?”[3]  

      W ten sposób sport miał jego zdaniem nawiązać do czasów starożytnych, gdy na stadionie swoimi umiejętnościami popisywali się nie tylko sportowcy, ale też poeci. Postanowienie paryskiej konferencji mówiło, że podczas igrzysk będą rozgrywane konkursy ośmiu sztuk, w tym literatury. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości po raz pierwszy podczas olimpiady w Sztokholmie w roku 1912. Właśnie wtedy „Oda do sportu” Coubertina została nagrodzona złotym medalem olimpijskim w konkursie sztuki podczas 5. Igrzysk  Olimpijskich. Jest wyjątkowym dziełem literacko – publicystycznym. Autor dążył w niej do odrodzenia antycznego kultu ciała, na którym oparł podstawy własnej pedagogiki sportowej oraz filozofię i praktykę neoolimpizmu. Coubertin czerpał z tradycji starożytnej Grecji te wzory, które były mu akurat potrzebne do tworzenia własnego wizerunku igrzysk olimpijskich. Postanowił on zbliżyć do siebie dwie dziedziny: sport i sztukę. 23 maja 1906 roku odbyła się w Paryżu konferencja na temat: „Sztuka, nauka i sport”. Jednak nie odniosła żadnego sukcesu i zainteresowania artystów i pisarzy. Stało się jasne, że różnice dzielące sport i sztukę będą bardzo trudne do przezwyciężenia.
      Stadion Olimpijski we Wrocławiu i dewiza igrzysk olimpijskich przyjęta przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski w roku 1913.Citius-Altius-Fortius (szybciej, wyżej, silniej)

      Coubertin jako twórca i reżyser igrzysk olimpijskich wybiegał myślami daleko w przyszłość, lecz jako artysta tkwił w XIX wieku. Nadaje on „Odzie do sportu” konwencję znaną w starożytności, a doskonałą kompozycję wspiera poważną treścią. Te zalety wpłynęły z pewnością na komisję Olimpijskiego Konkursu Sztuki w 1912 roku, która przyznała autorowi „Ody” złoty medal olimpijski. Utwór został podpisany dwoma nazwiskami: G. Hohrod i M. Eschbach. Miało to symbolizować przyjaźń między dwoma narodami – Francją i Niemcami, które dzieliły ostre różnice polityczne. Pseudonim wykazał, że idea olimpijska może zbliżyć dwa kraje i ich narody. O nagrodzie zaważył humanistyczny wydźwięk „Ody”, a także zawarte w niej posłannictwo sportu. Dzieło Coubertina nie odznaczało się obrazowością języka, ale urzekało logiką wykładu i harmonią rozwijanych idei.

      Oda jest zbudowana na klasycznym schemacie:

      • strofa
      • antystrofa
      • epoda

      Obejmuje ona trzy części. Pierwsza składa się z trzech zwrotek, w których autor ukazuje odwieczne źródła sportu: zabawę, piękno i sprawiedliwość. Znacznie później te idee podejmie i rozwinie Johan Huizniga w Homo ludens.

      O Sporcie, rozrywko bogów, esencjo życia objawiona nagle pośród karczowiska daremnych trudów dnia dzisiejszego, promienny wysłanniku odległych czasów ludzkiego uśmiechu. Pojawiłeś się i na wierzchołkach gór rozbłysła jutrzenka, a promienie światła przenikać poczęły mroki puszczy.
      ***
      O Sporcie, ty jesteś Piękno! Tyś architektem tej budowli ludzkiego ciała, które oddane niskim żądzom warte jest pogardy, a rzeźbione szlachetnym wysiłkiem staje się czarą wzniosłości. Żadne piękno nie może istnieć bez proporcji i równowagi, a tyś jest mistrzem niezrównanym obydwu, gdyż ty stwarzasz harmonię, ty nadajesz rytm ruchom, ty siłę zdobisz wdziękiem, a gibkość nasycasz mocą.
      ***
      O Sporcie, tyś jest Sprawiedliwością! Słuszna miara zasług, której daremnie poszukują ludzie w ustanowionych prawach rodzi się sama z siebie w twym kręgu. Nikt nie wzięci wyżej nad poprzeczkę, nie pobiegnie dłużej o chwilę niż naprawdę zdoła: tylko moc ciała i ducha wyznaczyć może granice zwycięstwa.[4]

      Coubertein widzi piękno tak, jak Arystoteles – w harmonii i symetrii. Odnosi je do ludzkiego ciała. W kręgu jego zainteresowań jest również sprawiedliwość, która w rywalizacji sportowej nabiera cech sprawności moralnej. Sprawność fizyczna służy tutaj ochronie moralnej człowieka, a granice jego rozwoju wyznacza „moc ciała i ducha”.
      Druga część „Ody do sportu” składa się z kolejnych trzech zwrotek o śmiałości, honorze i radości. Coubertin w nich pisze:

      O Sporcie, ty jesteś Śmiałość! Sens cały trudu mięśni streszcza się w jednym słowie: ośmielić się. Po cóż są mięśnie, do czego służyć może poczucie własnej zręczności i siły, ćwiczenie zręczności i siły, jak nie do wypróbowania siebie? Lecz śmiałość, którą wzbudzasz nie ma nic wspólnego z zuchwalstwem awanturnika, który stawia wszystko na jedną kartę Jest to śmiałość ostrożna i z rozmysłem.
      ***
      O Sporcie, tyś jest honorem! Twoje tytuły wcale nie są warte, gdy nie są zdobyte drogą uczciwą i w duchu pełnej bezinteresowności. Kto doń dochodzi wprzód wywiódłszy w pole swych towarzyszy sam ponosi szkodę: przylgnie do niego miano niegodnego, gdy się postępek potajemny wyda.
      ***
      O Sporcie, tyś jest Radością! Na zew twój ciało rozkwita weselem, oczy się śmieją i krew szybciej krąży. Myśli się stają czystsze i jaśniejsze. Pierzchają troski udręczonych smutkiem, a pełni życia kosztują szczęśliwi.[5]

      Poeta uważa, że cały trud mięśni streszcza się w jednym słowie: ośmielić się. Tymczasem rzeczywistość sportowa w tamtym okresie była zupełnie inna, ponieważ sport często kojarzony był z hazardem. W takiej praktyce odwoływanie się do honoru i bezinteresownego wysiłku, wydawało się dziwne i niezrozumiałe. O kimś takim w starożytności Gorgiasz mówił, że jest stworzony do „wytwarzania iluzji”.
      Istotą igrzysk nie jest zwyciężyć, ale wziąć udział. Nie musisz wygrać, bylebyś walczył dobrze -  Coubertein

      O kolejnej strofie „Ody” Krzysztof Zuchora pisał: „Jeśli cały utwór utrzymany jest w nastroju apolińskim: klasycznej formy i poważnej treści, to ten fragment przenika nastrój dionizyjski, emocje musują jak młode wino, a poeta traci kontrolę nad formą. Właśnie ta strofa dostarcza krytykom dowodów na to, że poezja Coubertina jest niskiego lotu, a olimpijski medal za ten utwór potwierdza jedynie, że kryteria używane do oceny poezji są bardzo nieostre.”[6]

      Jednak znawcy dzieł tego autora potrafią dostrzec w jego poezji pozytywne wartości, powołując się przy tym na trzecią część utworu, na którą składają się zwrotki numer siedem, osiem i dziewięć. Są one poświęcone dziedzictwu, postępowi i współczesnej odmianie antycznej ekecheirii:

      O Sporcie! Tyś jest Płodnością! Ty wiedziesz krótką i szlachetną drogą do poprawienia gatunku ludzkiego, niszcząc zalążki czyhających chorób, prostując wszelkie ułomności ciała. Ty także rodzisz w człowieku pragnienie wydania na świat synów szybkich, mocnych, godnych następców jego na arenie, gotowych sięgać po laury ojcowskie.
      ***
      O Sporcie, tyś jest Postęp! By moc ci służyć, człowiek musi stale rozwijać ciało i rozwijać ducha. Musi przestrzegać najwyższej higieny: wyrzec się wszelkich zbytecznych nadużyć. To ty mu wpajasz te mądre zasady, które wzbraniając mu naruszać zdrowie, wysiłek jego uczynią skutecznym.[7]
      Twórca nadaje kształt artystyczny myślom wysokiego lotu, ujętym w formę poetyckiej paraboli łączącej przeszłość i przyszłość, ale także dzieje człowieka jako istoty biologicznej oraz jako twórcy historii i kultury. Postęp nie jest możliwy bez ciągłego „rozwoju ciała i rozwoju ducha”, a warunkiem koniecznym „skutecznej” obecności człowieka w kulturze jest taki sposób bycia, w którym zachowane są „mądre zasady” prowadzące do zdrowia. Utwór kończy inwokacja do pokoju jako formy nowożytnego kultu:

      O Sporcie! Ty jesteś Pokój! Ty ustanawiasz przyjacielskie związki między ludami, zbliżając je sobie we wspólnym kulcie siły ujarzmionej, rzeczniczki ładu, zwyciężczyni siebie. Tobie zawdzięcza wszystka młodzież świata poznanie siebie i poszanowanie wzajemne bogactw kultury swych krajów, l tak najwyższe wartości narodów stają się źródłem szlachetnej walki i pokojowego współzawodnictwa.[8]

      Krzysztof Zuchora o dziele Coubertina pisał:” Poetycki kunszt, jaki zademonstrował twórca nowożytnego olimpizmu w swej Odzie do sportu polega na naturalnym wykorzystaniu tradycyjnej formy epinikionu do przekazania poważnych treści współczesnych. Coubertin wzorując się na Odach zwycięskich Pindara wprowadza zamiast greckiej mitologii nowożytną interpretację źródeł kultury, portret olimpionika, a dzieje jego rodu zastępuje portretem zbiorowym sportu jako zjawiska wspólnotowego. Pochwała najbliższej ojczyzny lub miasta, skąd pochodził zwycięzca igrzysk, zmieniły się pod jego piórem w obraz świata jako wspólne wioski olimpijskiej.”[9]

      Coubertin wierzył, że sport może być pięknym sposobem życia, który będzie wyrażał się w pięknych formach: plebejskich, dworskich, religijnych oraz świeckich. W swoim największym dziele pisał:” Sport powinien być traktowany jako źródło sztuki i jako czynnik pobudzający do rzeczy pięknych. Produkuje on piękno, ponieważ ożywia atletę, który jest żywą rzeźbą. Jest okazją dla piękna przez poświęcone mu budowle, widowiska i święta.”[10]

      Coubertin chciał połączyć sport i sztukę i wykorzystał do tego okres historii i kultury starożytnej Grecji, w którym związki te były najmocniejsze. Zdawał sobie jednak sprawę, że tamtego obrazu życia nie można przywrócić w jego dawnym kształcie z powodu innych potrzeb cywilizacyjnych i odmiennego kanonu kulturowego.

      Idea konkursów sztuki, które były włączone do oficjalnego programu igrzysk olimpijskich przeżyła zaledwie dziesięć olimpiad i upadła wkrótce po śmierci Coubertina. W oficjalnych zapisach widnieją zwycięzcy ośmiu konkursów z dwudziestu trzech krajów. Wśród nich znajduje się Polska, która zdobyła łącznie trzy złote, dwa srebrne i trzy brązowe medale. Pierwsze trofeum wywalczył Kazimierz Wierzyński.[11]


      [1] A. Hutnikiewicz, I i II młodość Wierzyńskiego, Toruń 1976, s. 190.
      [2] F. Janczyk, Podszepty prometejskie, Kraków 1932, s. 2
      [3] W. Lipoński, Sport, literatura, sztuka, Warszawa 1973,  s. 290.
      [4] P.de Coubertin, Oda do sportu, WWW.olimpijski.pl
      [5] P.de Coubertin, Oda do sportu, WWW.olimpijski.pl
      [6] Z. Krawczyk, Kultura fizyczna i sport – Encyklopedia kultury polskiej XX wieku, Warszawa 1997, s. 282.
      [7] P.de Coubertin, Oda do sportu, WWW.olimpijski.pl
      [8] P.de Coubertin, Oda do sportu, WWW.olimpijski.pl
      [9] Z. Krawczyk, Kultura fizyczna i sport – Encyklopedia kultury polskiej XX wieku, Warszawa 1997, s. 283.
      [10] P. de Coubertin, Pedagogika sportowa
      [11] Na podstawie: W. Lipoński, Humanistyczna encyklopedia sportu, Warszawa 1983r, s. 65.
      Czytaj więcej